Wypad do krainy mogotow - Ha Long, uskutecznilismy przy pomocy biura turystycznego. Ciezko to miejsce na wlasna reke zaliczyc.
Mielismy byc w siedzibie biura o 7.45 skad mial zabrac nas transport. O 8.15 przybyl typek i kazal isc ze soba. Chodzilismy tak za nim zbierajac ludzi z innych agencji i hoteli. Zamiast umowic wszystkich w konkretnym miejscu to lazilismy jak debile godzine po miescie. Ale dobra, udalo sie zebrac wszystkich i po 9 wyjechalismy. O 12 mielismy byc na miejscu. Nie udalo sie, przybylismy po 13. Na miejscu zrobil sie burdel, wszyscy sie rozlezli a przewodnicy kazali wpisac sie na liste i dac paszporty, jakby nie bylo na to 4 godzin w autobusie! Organizacja a raczej dezorganizacja tej wycieczki byla porazajaca. W koncu ok. 14 wyplynelismy. Plywalismy tak po zatoce wsrod fantastycznych widokow do 18, po drodze zaliczajac jaskinie. Kotwice rzucilismy przy wyspie Cat Ba, gdzie mielismy miec nocleg w kajutach na statku. Wieczor spedzilismy siedzac na pokladzie, pijac piwko i patrzac na nocny krajobraz zatoki. Totalny chillout!