Wczoraj nie pisalismy bo nie bylo o czym. Dzien spedzilismy leniwie szwedajac sie po uliczkach Hanoi. Tym razem mamy hotel w centrum rozrywki, dookola same jadlodajnie i bary, w nocy zycie wydaje sie nie zamierac. Zaliczylismy wieczorem nocny market, cala jedna ulica zostala zamknieta, rozstawione zostaly kramy oferujace wszystko (od spineczek, poprzez rekodziela, pirackie plyty, ubrania, po sprzet kuchenny)!
Dzisiaj wybralismy sie na wycieczke. Najpierw odwiedzilismy dawna (sprzed 1000 lat) stolice Wietnamu - Hoa Lu. Nic ciekawego. Pozostaly tu tylko 2 swiatynie (ile mozna na Boga ich ogladac) a poza tym to jest jedno wielkie targowisko. Jedynym atutem miejsca jest jego polozenie, w dolinie posrod fantastycznych skal.
Dalej ruszylismy do Tam Coc, czyli takie Ha Long posrod pol ryzowych. Zaliczylismy relaksujacy rejs lodzia. Wioslarz tachlowal raz rekami, raz nogami! Dookola ladne widoki, malownicze pola ryzowe a dookola pietrzace sie wapienne (?) ostance. Po przeplynieciu 3 jaskin lodz zawraca, a w miejscu zawrotki juz czekaja przekupki na lodziach namawiajace do zakupow. Jak odmawiasz zakupu pani bieze cie pod wlos mowiac, ze to napiwek dla wioslarza:) Niech bedzie, kupilismy. Na koniec jednak, jak wysiadalismy, inna baba wyskakuje z tekstem "tip, tip". Bez przesady, nic nie dalismy, w koncu ja tez wioslowalem ;)
Jutro jedziemy do Zatoki Ha Long, nasz ostatni etap podrozy. Nastepny wpis bedzie zatem dopiero po powrocie. Przed nami rejs stateczkiem wsrod mogotow, nocleg na wodzie a potem powrot do Hanoi i na lotnisko.
Wiecej slow podsumowania wysmazymy w Warszawie jak przemyslimy dokladnie wszystko :)