Wczoraj nie bylo okazji wiec nadrabiamy dzisiaj.
Wczorajszy poranek przywital nas mgla. Wstalismy pozno, gdyz wieczor wczesniej deko popiwkowalismy. Plan byl taki, zeby dotrzec do Srebrnego Wodospadu i na przelecz Tran Tom (ponad 15 km pod gore). Sapa lezy na ok.1600 m a przelecz na 1995. Nie chcielismy isc z buta bo za daleko, zorganizowana wycieczka odpadala, mototaxi z kierowca za drogo, wiec nic innego nam nie pozostawalo - sami wypozyczylismy motorek! Biorac pod uwage nasze doswiadczenie i gorskie drogi bylo to dla nas spore wyzwanie. Do tego pogoda - mgla. Jazda byla fantastyczna, kiedy pokonywalismy serpentyny czasem chmury rozstepowaly sie i dane nam bylo ujrzec krajobraz. Wodospad nie okazal sie byc jakas wielka frajda a do tego wszedzie walaly sie smieci. Ruszylismy wiec na przelecz, nasz wehikul ledwo dawal rade pod gore, a widocznosc 20 m. Bylo zimno, wilgotno i wialo. Na naszych ubraniach kondensowala para wodna! Tak wygladala przelecz Tran Tom.
Po powrocie odwiedzilismy jeszcze jedna wioske Hmongow - Cat Cat. W porownaniu do wypadu do Lao Chai dzien wczesniej, bylo nieciekawie. Normalnie sciezka dydaktyczna. Idzie sie chodniczkiem wzdluz zabudowan i niby oglada codzienne zycie mieszkancow. Na kazdym kroku od cholery kramikow a w nich lokalne rekodzielnictwo. Strasznie to wszystko pod publiczke zrobione. W ogole to te wioski kojarza nam sie z rezerwatami (jak dla Indian). Do tego za wstep do kazdej sie placi.
Nabralem doswiadczenia w jezdzie na motorku. Z wyprzedzaniem juz zero problemow, jazda po miescie wsrod tlumu pieszych, motorkow i innych pojazdow nie sprawia mi juz klopotow:) Na pieszych trabie jak inni, po prostu wara z jezdni i tyle. Nasza maksymalna predkosc tego dnia to niemal 60 km/h (zjezdzalismy gorskimi zakretasami). Rozpiera mnie duma! Madzie tez:)
Dzisiaj wieczorem wracamy do Hanoi a dalej chyba odwiedzimy Ninh Binh.
Uzupelnienie:
Jeszcze w sprawie Hmongow. Przyjezdzajac do Sapy myslelismy, ze te gorskie plemiona to jakies tabu, ze nie wolno im robic zdjec, zaczepiac itp. Jednak to oni sami lgna do turystow jak cma do swiatla. Chodza z koszami na plecach pelnymi bibelotow i pytaja "Buy from me?". Nie daj boze kup cos od jednej to zaraz leca kolejne, ze od nich tez musisz kupic. Na nic zdaja sie tlumaczenia, ze przeciez wlasnie kupiles i juz nie potrzebujesz. Dla nich liczy sie tylko "buy from ME". Uroczo sie przy tym smieja i do pewnego momentu takie przekomarzanie jest zabawne, ale po calym dniu czlowiek ma dosc. Sapa tak w ogole to takie nasze Zakopane, pelno tu turystow, ale warto to miejsce odwiedzic. Jesli tylko okolica nie jest pograzona w chmurach widoki was zachwyca.