W swej pospiesznej podrozy dotarlismy do Sajgonu. Oryginalni nie bedziemy, powiedzenie "niezly sajgon" z niczego sie nie wzielo. Poziom decybeli i ruchu ulicznego powala, tu jest to prostu niezly burdel. Hanoi w porownaniu do niego zalatuje troche prowincja. Sajgon, 7 milionowy moloch, przy 35 stopniowym upale, duchocie nie do zniesienia i smrodzie spalin meczy strasznie. Po 4 godzinnym spacerze padamy na ryje. Wyladowalismy w backpacerskiej okolicy przy Pha Ngu Lao, hotel znalezlismy w moment (a wlasciwie to on nas znalazl), cena 12 $. Nie zamierzamy siedziec w tym odbierajacym sily miescie, wiec udalismy sie do biura turystycznego zeby zaplanowac jakos dalsza podroz. Pojechalismy na maxa. Jutro z rana jedziemy zwiedzac slawne tunele Vietcongu w Cu Chi a wieczorem jedziemy autobusem do Rach Gia i dalej na statek do naszego wymarzonego celu - wyspy Phu Quoc. Wykupilismy tez bilet lotniczy na powrot stamtad do Sajgonu. Szykuje sie niezly 4 dniowy chillout.
W Sajgonie mielismy dzis 2 ciekawe sytuacje. Pierwsza. W knajpie, w ktorej jedlismy obiadokolacje, siedzialo dziwne towarzystwo, po naszej prawej jakies biale francuskie dziady, a po drugiej towarzystwo wypindrzonych podstarzalych Wietnamek. Panie ciagle sie krecily, pily drinki i jaraly szlugi. W pewnym momencie zorientowalismy co sie tu dzieje, panie chyba szukaly sobie towarzystwa, trafilismy w srodek jakiejs ulicznej agencji towarzyskiej. Nie wiem tylko na jaka klientele liczyly, gdyz niektore z nich pamietaly chyba jeszcze amerykanskich zolnierzy z czasow wojny wietnamskiej :) Druga sytuacja byla smieszna. Idac ulica zauwazylem dziwne zgromadzenie w czyms ala sala zebran, towarzystwo siedzialo przy podescie z wizerunkiem Ho Chi Mina. Ciekawosc kazala mi podejsc blizej i zrobic zdjecie, kiedy znikad wyskoczyl koles i stnowczym "No! No! No!" wybil mi to z glowy. Nie mozna widac kalac swietosci partyjnych zebran.
W sprawie tutejszych skuterkow. Nam Europejczykom wydaje sie, ze pojazd ten jest przystosowanydo przewozu 2 osob, Otoz nie. Na skuterku mieszcza sie 4osoby dorosle, 5 osobowa rodzina (3 malych dzieci), kierowca z ok. 15 skrzynkami po piwnie, kierowca plus kilka beczek piwa i rozne inne wariacje. Dla mnie mistrzem byl kolo, ktory na swoim dwusladzie wiozl caly kram owocowo-warzywny.
Na razie tyle, sorki, ale fotek poki co nie uda nam sie zrzucic.