Geoblog.pl    MadOlo    Podróże    Wietnam - wiosna 2011    Mui Ne - jade, jade na motorze
Zwiń mapę
2011
28
mar

Mui Ne - jade, jade na motorze

 
Wietnam
Wietnam, Mũi Ne
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 9080 km
 
Dzisiejszy dzien nalezal do 2 kol. Po sniadaniu wypozyczylismy skuter i udalismy sie na zwiedzanie okolicy. Zadne z nas nigdy nie dosiadalo skutera wiec pan zrobil nam krotki instruktarz i w droge. Jak mozna panowac nad takim pojazdem? Bylismy nawiekszymi pierdolami na drodze, wyprzedzali nas wszyscy, predkosc 30 km/h byla dla nas maksymalna, przy 40 widzialem smierc w oczach. 1 przystanek: czerwone wydmy. Zaraz przy drodze obleglo nas stado dzieciakow proponujacych "slide-down", zjazd na czyms ala karimata z gory piachu. Nie skorzystalismy, jednak jeden z dzieciakow nie odpuscil i lazil za nami z nadzieja na zarobek, nie doczekal, ale przynajmniej sie troche razem powyglupialismy . Dalej ruzylismy do wyzlobionych w czerwonych piachach/ilach/pylach (?) kanionow. Wyglada to troche jak nasze wawozy lessowe w Kazimierzu, ale o wiele bardziej poplatane i malownicze, calkiem nawet glebokie. Kolejnym przystankiem byly ogomne biale wydmy, do ktorych cudem odnalezlismy droge o malo nie zaliczajac upadku na piachu, troche cisnienie nam podskoczylo. Krajobraz na miejscu okazal sie iscie saharyjski, wydmy jak na piaszczystej pustyni, wialo strasznie i walilo piachem po twarzach. Nie spodziewalismy sie takich atrakcji w Wietnamie. U podnoza wydmy zaleglismy w hamakach pijac orzezwiajacy sok z kokosa. W drodze powrotnej zaliczylismy plaze. To bylo niezle, patrzysz w prawo - po horyzont ni zywego ducha, patrzysz w lewo - to samo. Tylko straszny syf niestety, wszedzie jakies odpadki. Zaliczylem kapiel w morzu, a wlasciwie walczylem z falami i silnym pradem, niebezpieczne troche to morze i jakies takie szare i nizbyt ladne. Ale za to cieplutkie. Ostatni przystanek to wiocha rybacka, pelna smiesznych okraglych, wiklinowych lodeczek, kolorowych kutrow rybacki i wszelkich rybackich odpadow np. zdechlych krabow.
Ciezko nam to wszystko ladnie opisac, wiem, przydalyby sie fotki, moze niebawem cos sie uda wrzucic jak trafimy mniej problemowy komputer.

Jutro jedziemy rano do Sajgonu i zobaczymy co dalej.

A teraz kilka obserwacji i przemyslen

Wrocmy do ruchu drogowego. Do tej pory myslalem ze najwieksza fantazje maja kierowcy w Czarnogorze, jednak Wietnamczycy bija ich na glowe. Tutaj kazdy ma wlasny pas ruchu, jak na wlasnym pasie nie ma juz miejsca to oczywiscie jezdzi pasem do ruchu naprzeciwko. Niesamowite jest to ze ten ruch jest plynny, kraks nie widzielismy. Zasada jest taka ze wiekszy ma zawsze racje, przy wyprzedzaniu nie ma znaczenia czy cos jedzie naprzeciwko, ale co jedzie naprzeciwko. Np. autobus i ciezarowka wyprzedza zawsze (nawet na luku drogi i pod gore), mniejsze pojazdy naprzeciwko zaliczaja pobocze i tyle. W ruchu ulicznym wsrod kierowcow panuje spokoj, nawet jak zajerzdzaja sobie droge, nikt na nikogo nie krzyczy i nie pokazuje brzydkich gestow. No i oczywiscie swiatel nie do konca sie przestrzega, sam poczulem sie dzisiaj jak lokales przejezdzajac na czerwonym, a wczesniej wesolo trabilem w rytm "C, C, CWK, CWKS, Legia".

Co do kuchni: Poki co nie narzekamy. Jedlismy zupe pho (rozne wariacje), standard czyli sajgonki (w kazdym miescie innaczej robione), lokalne specjaly jak np, wonton czy cao lau w Hoi An (sprawdzcie sobie sami co to:)), rozne dania z makaronem lub ryzem z dodatkami, tutaj w Miu Ne jemy owoce morza w roznej formie (krewetki sa najtansze w menu). Co do slodkosci to wybor tez jest duzy, bananowe racuchy - mistrzostwo swiata, jedlismy tez buleczki smazone na glebokim tluszczu majace w srodku kokosa, soje na slodko! lub orzechowa paste (te najsmaczniejsze). Swietne sa tez tutejsze owoce, sa mega slodkie. Kaczych embrionow nie zamierzamy jesc, widzialem jak jakas przekupka na targu to jadla i zrobilo mi sie troche nieswojo. Mam nadzieje ze uda nam skosztowac pieska (bardziej ja niz Madzia) i oczywista weza.

Przed wyjazdem czytalismy ze Wietnamczycy sa strasznie pazerni na kase. Sa przedsieborczy, to trzeba im oddac, wszystkich laczy wspolna mantra - ta mantra jest biznes. Tutaj ciezko jest podrozowac nie korzystajac z miliona uslug turystycznych (wycieczki, prywatne autobusy itp.). Na dobra sprawe mozna wyladowac na lotnisku w Hanoi bez zadnego konkretnego planu. Wpada sie po prostu w lapy hieny, ktora zaraz zalatwi ci nocleg, w hotelu oczywista wymysla ci zaraz jakas wycieczke i transport do kolejnego miasta, i tak przez przez caly kraj, nawet nie zauwazysz jak zwiedzisz Wietnam z polnocy na poludnie, malo tego, na koncu wsadza cie jeszcze na lodz do Kambodzy zebys tam kontynuowal podroz. Oni na byle gownie potrafia zrobic biznes. Nie ma sie co dziwic ze turysci czuja sie tutaj dojeni na kazdym kroku. Ale czy w Polsce nie doi sie na byle czym turystow (patrz niedzwiedz z Zakopanem)?

Sleeping-bus, trzeba tego sprobowac, ale raz w zupelnosci wystarczy, szczerze odradzam ten srodek transortu, zwlasza jak lezysz na koncu jak w trumnie przez 12 godzin, a obok ciebie lezy nawalony Walt. Ja juz nie zamierzam tym podrozowac, ale wybor jest wasz.

Co do cen. Jest na prawde tanio. Zupa pho (srednio 1 $), obiad na dwoje plus piwko (max 5 $), swieze piwo (0.20 $), piwko w butelce (0.50 $), woda 1,5l (0.50 $), ananas (0.75 $), szlugi (1 $), litr benzyny (1 $ z hakiem), nocleg (placilismy od 10 do 16 $, chociaz wiemy ze sa i po 8 $), pokoje oczywiscie z klima, tv, ciapla woda, ogolnie czyste, skuter na caly dzien (7 $ we dwoje, jedna osoba placi 5 $).

Ciekawostki:
Ktoregos wieczora widzielismy w tv nastepujaca rzecz. W studiu siedzi 2 kolesi otoczych publika i gra w Fife, jest tez emocjonujacy sie przebiegiem rozgrywki komentator, a mecz oczywiscie jest pokazany na ekranie telewizora. Nie wiem, to chyba brak narodowow sukcesow sklonil ich do czegos takiego. Moze w Polsce trzeba to wprowadzic, wtedy polskie druzyny moze zaczna odnosic sukcesy.

Rewolucja jest tu wiecznie zywa, na kazdym banknocie jest Ho Chi Minh, na wiekszych skrzyzowaniach stoja ogrmne propagandowe tablice, na ktorych szczesliwie w przyszlosc patrza pospolu robotnik, pielegniarka, rolnik i student a na nich z chmur dobrotliwie zerka wujaszek Ho, pomnikow z gwiazda lub z sierpem sa dziesiatki! Troche to dziwne, niby socjalizm, a prywaciarstwo kwitnie lepiej niz u nas. Dzis w tv z kolei widzialem wystep wojskowego choru przed ktorym plasaly dziewczyny w mundurach, a na sam koniec wjechaly 2 ogromne sztandary (na jednym wietnamska gwiazda, na drugim sierp) uwierzcie mi, ubaw po pachy.

Czasem mozna zobaczyc taki obrazek, idzie sobie 2 facetow i smialo obejmuja sie w pasie luz np. na lawce jeden siedzi drugiemu na kolanach prawie przytuleni. Nie to raczej wyraz seksualne swobody co raczej okazanie przyjazni, ale widok (przynajmniej dla nas) niecodzienny.

Na razie tyle, odezwiemy sie pewnie z Sajgonu.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (12)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
skolim
skolim - 2011-03-28 15:38
dobra robota! miła lektura z pierwszej ręki. Pamiętajcie tylko o fotkach! Nawet kilka sztuk dałoby pełny obraz wyprawy.

ściskam
 
Borek Sedlak
Borek Sedlak - 2011-03-28 20:09
W koncu jakas barwniejsza relacja, przeczytalem z przyjemnoscia i to nie raz. Teraz tylko czekam na taniec ;)
 
 
zwiedzili 2% świata (4 państwa)
Zasoby: 44 wpisy44 95 komentarzy95 251 zdjęć251 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróże
26.10.2012 - 18.11.2012
 
 
21.03.2011 - 13.04.2011