Do Hoi An dotarlismy dzis ok 12. Tu nawet nie padalo a samo miasto jest na prawde urokliwe, ciche, a na starowce jest co ogladac. Turystow za to jest jak mrowkow i wszedzie zachodnie dania w menu. Zaraz lecimy dalej szwendac sie po uliczkach, wiec cdn :)
No to jestesmy. Po znalezieniu noclegu (13$), zalatwieniu sobie wycieczki do My Son (takie male Angor Wat) -> jazda autobusem, powrot lodzia = lunch) oraz zaplanowaniu dalszej jazdy do Mui Ne (jakies 16h - podobno, dalej, na poludniowe wybrzeze), ruszylismy zwiedzac miasteczko :)
Hoi An jest faktycznie duzo cichsze, ale najlepiej mozna to odczuc tak naprawde na Starym Miescie, gdzie jest cos w rodzaju zakazu poruszania sie wiekszej liczby pojazdow, bo nie to zeby w ogole nie jezdzili - jezdza sobie rowerki i skuterki, i prawie nie trabia ;) Zjedlismy tradycyjnie zupke Pho i zagubilismy sie w uliczkach, pelnych sklepikow, restauracyjek i swiatyn. Wieczorkiem ok. 18 zapalja sie na starowce lamiony - cudnie to wtedy wyglada :) a i w takiej atmosferze skosztowalismy Fresh Beer (niecale 60 groszy za szklaneczke 0,33l!!).