Ostatni dzien smierdzenia na wyspie uplynal tak samo jak poprzednie. W wodzie troche mniej glutow, ale smieci niestety tyle samo. Ciagle nie mozemy sie nadziwic jacy syfiarze z tych Wietnamczykow. Na niebie wreszcie patelnia, Madzia dala czadu z opalaniem i jest spalona. Wyspa ma o wiele wiecej do zaoferowania niz tylko plazowanie. Mozna ponurkowac lub snoorkowac na rafach, mozna wybrac sie na nocny polow osmiornic,moza odwiedzic farme perel, mozna tez na wlasna reke wypozyczyc skuter i pojechac do parku narodowego i zaglebic sie w dzungle. Wszystko jednak kosztuje a widmo dziury budzetowej i fatalny stan drog nas zniechecily, oddalismy sie tu po prostu slodkiemu lenistwu. Jutro o 7.20 Air Mekong zabiera nas do Sajgonu a potem tanimi liniami JetStar fruniemy do Hanoi. W planie mamy jeszcze Sape i zatoke Ha Long.